Są drogi, które służą tylko do tego, żeby dostać się z punktu A do punktu B. I są takie, na których sam przejazd staje się jednym z najważniejszych punktów wyjazdu. Włoskie Alpy mają wyjątkowo dużo tych drugich: serpentyny zawieszone nad dolinami, drogi prowadzące pomiędzy pionowymi ścianami Dolomitów, przełęcze położone ponad 2500 metrów nad poziomem morza, miejsca, w których warto zatrzymać samochód tylko po to, żeby przez kilka minut patrzeć.

Niektóre z tych dróg znają narciarze, inne są legendami Giro d’Italia, jeszcze inne prowadzą przez miejsca, które zimą wyglądają zupełnie inaczej niż latem. Łączy je jedno: nie są jedynie sposobem na dotarcie do celu – same są celem.

Droga może być najlepszą atrakcją całego dnia

W górach mamy naturalną tendencję do planowania punktów: Cortina, Bormio, Marmolada, Val Gardena, jezioro, kolejka, schronisko. Tymczasem pomiędzy tymi miejscami znajduje się coś równie ciekawego – droga. Wysokie alpejskie przełęcze pozwalają zobaczyć zmianę krajobrazu w sposób, którego nie daje nawet gondola: najpierw jedziemy lasem, później drzewa stają się niższe, pojawiają się hale, wreszcie zostają głównie skały, a za kolejnym zakrętem otwiera się zupełnie nowa dolina. Właśnie dlatego road trip po włoskich Alpach powinien być planowany inaczej niż zwykła podróż samochodem – tutaj nie chodzi o to, aby dojechać jak najszybciej.

1. Passo dello Stelvio – droga narysowana na zboczu góry

Jeżeli istnieje jedna alpejska droga, którą większość osób rozpoznaje już ze zdjęcia, jest nią Passo dello Stelvio. Przełęcz leży na wysokości około 2758 metrów w Alpach Retyckich i łączy Valtellinę z Val Venosta. Oficjalny włoski portal turystyczny podaje, że cała droga prowadząca przez przełęcz ma 88 ostrych zakrętów. Najbardziej charakterystyczna jest strona od Prato allo Stelvio – tam na końcowym podjeździe znajduje się słynna seria 48 serpentyn.

Z góry wyglądają niemal nierealnie: asfalt przecina strome zbocze raz w jedną, raz w drugą stronę, a samochody znajdujące się kilka zakrętów wyżej wydają się niemal wisieć nad nami. Ale Stelvio nie jest drogą, którą warto przejechać szybko – jej największą atrakcją jest właśnie powolne zdobywanie wysokości. Co kilka kilometrów zmienia się krajobraz, a na końcu zostają skały, wysokogórskie łąki i poczucie, że samochodem wjechaliśmy w miejsce, do którego intuicyjnie powinno się docierać pieszo.

Dlaczego Stelvio stało się ikoną Alp?

Serpentyny są tylko częścią odpowiedzi. Drugą jest wysokość, trzecią – historia: droga przez Stelvio powstała w XIX wieku jako ważne połączenie komunikacyjne w czasach monarchii habsburskiej, dziś jej funkcja jest zupełnie inna. Jest celem dla kierowców, motocyklistów, rowerzystów i fanów Giro d’Italia – to też przykład tego, jak infrastruktura może sama stać się elementem krajobrazu. Na zdjęciu ze Stelvio patrzymy jednocześnie na góry i na drogę, i trudno powiedzieć, co robi większe wrażenie.

Dla osób planujących kilka wysokich przełęczy okolice Bormio są szczególnie interesujące jako baza wypadowa – stąd stosunkowo łatwo zaplanować przejazd przez Stelvio, ale również skierować się na kolejną niezwykłą drogę: Passo di Gavia. I właśnie zestawienie tych dwóch przełęczy pokazuje, jak różne mogą być alpejskie drogi – Stelvio jest spektaklem serpentyn, Gavia bardziej przypomina podróż przez surowy wysokogórski krajobraz.

2. Passo di Gavia – bardziej surowe oblicze Alp

Passo di Gavia znajduje się na wysokości około 2652 metrów i łączy okolice Bormio i Santa Caterina Valfurva z rejonem Ponte di Legno. Droga przebiega przez teren Parku Narodowego Stelvio. Gavia nie robi wrażenia wyłącznie liczbą zakrętów – jej siłą jest atmosfera: mniej „inżynieryjnego spektaklu”, więcej przestrzeni, wysokie góry, jeziora, skalne zbocza i momentami droga, która wydaje się zdecydowanie zbyt mała jak na krajobraz, przez który prowadzi. Właśnie dlatego dla części kierowców Gavia może być nawet bardziej niezwykła niż Stelvio – nie jedziemy tylko na przełęcz, jedziemy przez prawdziwie wysokogórskie środowisko.

Obie drogi są zresztą silnie związane z włoskim kolarstwem i stanowią legendy Giro d’Italia. Dla zawodowego kolarza przełęcz oznacza wielokilometrową wspinaczkę, dla kierowcy ten sam podjazd trwa znacznie krócej. Dopiero jadąc powoli samochodem – kilometr, kolejny zakręt, jeszcze kilometr, i następny – zaczynamy rozumieć skalę sportowego wysiłku zawodników, którzy pokonują tę trasę wyłącznie siłą nóg.

3. Passo Giau – Dolomity w najbardziej pocztówkowym wydaniu

Passo Giau oferuje zupełnie inne doświadczenie. Tu nie sama droga jest największą gwiazdą – jest nią otoczenie. Charakterystyczna sylwetka Ra Gusela wyrasta niemal bezpośrednio nad przełęczą, a wokół otwierają się widoki na kolejne masywy Dolomitów. Przełęcz jest dostępna samochodem i autobusem, a z jej rejonu rozpoczynają się liczne wycieczki w stronę Nuvolau, Averau i Cinque Torri. To jeden z tych przypadków, kiedy po dotarciu na miejsce warto zgasić silnik – nie po to, żeby zrobić jedno zdjęcie, tylko żeby zostać na chwilę.

Droga biegnie przez otwarte przestrzenie, dzięki czemu krajobraz zmienia się wraz z każdym zakrętem: raz patrzymy na skalne ściany, chwilę później na zielone hale, potem w stronę kolejnych dolomickich grup. Przejazd bez zatrzymywania się oznaczałby pominięcie najważniejszej części doświadczenia. Giau jest dobrą lekcją alpejskiego road tripu – najciekawsze miejsce bardzo często znajduje się pomiędzy początkiem i końcem trasy.

4. Passo Falzarego – brama pomiędzy Cortiną i wysokimi Dolomitami

Z Cortiny d’Ampezzo droga zaczyna wspinać się w stronę Passo Falzarego. Przełęcz leży na wysokości około 2109 metrów, pomiędzy Lagazuoi i Col Gallina, naprzeciwko Sass de Stria – z jej okolic widać również Marmoladę. To jedna z najbardziej interesujących dróg w Dolomitach, ponieważ łączy kilka różnych historii: narciarstwo, turystykę, kolarstwo i ślady I wojny światowej. Z przełęczy można wjechać kolejką na Lagazuoi, zatrzymać się na krótki spacer albo pojechać dalej – w stronę Passo Valparola, gdzie zaczyna się kolejna zmiana scenerii.

5. Passo Valparola – kilka kilometrów, zupełnie inny krajobraz

Valparola leży na wysokości około 2192 metrów. Od Falzarego dzieli ją niewielka odległość, ale warto traktować ją jako osobny punkt podróży – przy przełęczy znajduje się małe jezioro oraz Forte Tre Sassi, związane z historią I wojny światowej. To dobry przykład tego, dlaczego w Dolomitach nie należy oceniać trasy wyłącznie po liczbie kilometrów: na mapie odległość wygląda niepozornie, w rzeczywistości jedziemy pomiędzy ogromnymi ścianami skalnymi, historycznymi fortyfikacjami i wysokogórskimi łąkami. Kilka kilometrów może spokojnie zająć godzinę – nie dlatego, że droga jest tak wolna, tylko dlatego, że co chwilę mamy ochotę się zatrzymać.

6. Passo Gardena – w samym środku Dolomitów

Passo Gardena leży na wysokości około 2121 metrów i łączy Val Gardenę z Alta Badią. Po jednej stronie mamy masyw Sella, po drugiej charakterystyczne szczyty Cir. Oficjalny portal Val Gardena zwraca dziś uwagę nie tylko na samą drogę, ale również na możliwość dotarcia na przełęcz autobusem, rowerem lub pieszo, szczególnie w najbardziej ruchliwych miesiącach. I trudno się dziwić – to jedna z najbardziej popularnych części Dolomitów. Widoki są dostępne niemal bezpośrednio z drogi, nie potrzeba trekkingu, aby poczuć skalę otaczających gór.

7. Passo Sella – droga pomiędzy skalnymi gigantami

Passo Sella znajduje się na wysokości około 2218 metrów pomiędzy grupą Sassolungo a masywem Sella i łączy Val Gardenę z Val di Fassa. Jeżeli Gardena daje poczucie otwartej panoramy, Sella momentami daje poczucie jazdy bezpośrednio pod ogromnymi skalnymi ścianami. Droga jest kręta, widoki zmieniają się szybko, a Sassolungo potrafi pojawić się nagle za zakrętem i całkowicie zdominować krajobraz. To przełęcz, na której nawet osoba znająca Dolomity z nart może nagle odkryć je na nowo – bez śniegu proporcje gór wyglądają inaczej, widać hale, skały, drogi techniczne, i dopiero latem często uświadamiamy sobie, jak ogromne są ściany, obok których zimą przejeżdżaliśmy na nartach.

8. Passo Pordoi – klasyka, której trudno nie wpisać na listę

Passo Pordoi leży na wysokości 2239 metrów pomiędzy grupą Sella i Marmoladą. Od strony Canazei końcowy odcinek prowadzi przez 28 serpentyn. To jedna z najbardziej klasycznych dolomickich przełęczy – ma wszystko, czego oczekujemy od takiego miejsca: krętą drogę, wysokie góry, historię Giro d’Italia, schroniska i dodatkową atrakcję – kolejkę prowadzącą na Sass Pordoi na wysokość około 2950 metrów. Możemy więc przejechać samochodem na ponad 2200 metrów, zatrzymać się i kilka minut później znaleźć się niemal na 3000. To jeden z najlepszych przykładów tego, jak infrastruktura zmieniła sposób poznawania Alp.

Sella Ronda bez nart

Narciarz zna Sellarondę jako słynną pętlę wokół masywu Sella. Latem podobny układ przełęczy można poznawać drogami: Gardena, Sella, Pordoi, Campolongo. W jeden dzień można objechać cały masyw i zobaczyć go z kilku zupełnie różnych stron. Czy warto? Tak, ale niekoniecznie w pośpiechu. Jeżeli potraktujemy pętlę jako zadanie do odhaczenia, zobaczymy dużo asfaltu. Jeżeli będziemy zatrzymywać się na przełęczach, robić krótkie spacery i pozwolimy sobie na dłuższy obiad, zobaczymy góry.

9. Passo Fedaia – droga pod Marmoladą

Passo Fedaia znajduje się na wysokości 2054 metrów, u podnóża Marmolady, i łączy obszar Val di Fassa z Val Pettorina i górną częścią Agordino. Jednym z charakterystycznych elementów przełęczy jest Lago di Fedaia – około dwukilometrowy sztuczny zbiornik przy zaporze. To zupełnie inna sceneria niż na Stelvio czy Giau: z jednej strony jezioro, z drugiej monumentalny masyw Marmolady, droga, zapora i wysokie góry niemal bezpośrednio nad samochodem. Fedaia jest miejscem, w którym warto zaplanować nie tylko przejazd, ale przynajmniej krótki postój.

10. Passo Rolle – droga pod Pale di San Martino

Passo Rolle leży na wysokości około 2000 metrów i jest jednym z najbardziej malowniczych miejsc południowej części Dolomitów. Nad przełęczą dominują Cimon della Pala i Cima Vezzana, należące do grupy Pale di San Martino. Od strony Val di Fiemme można dotrzeć tutaj drogą prowadzącą przez Paneveggio. To przejazd zupełnie inny niż przez surowe Stelvio – więcej lasu, więcej zieleni, a później nagłe otwarcie krajobrazu pod skalnymi ścianami Pale di San Martino. Historia tej drogi jest również związana z kolarstwem – Passo Rolle znalazło się na trasie Giro d’Italia już w 1937 roku, gdy wyścig po raz pierwszy mocniej wkroczył w Dolomity.

Dolomity i Alpy Retyckie – dwie różne podróże

Stelvio i Gavia robią wrażenie wysokością i surowością. Dolomickie przełęcze zachwycają przede wszystkim bliskością pionowych ścian. To dwa inne rodzaje krajobrazu: w Alpach Retyckich częściej mamy poczucie podróżowania przez ogromną wysokogórską przestrzeń, w Dolomitach droga potrafi prowadzić bezpośrednio pomiędzy skalnymi wieżami. Dlatego trudno stworzyć jeden ranking – najbardziej spektakularna droga zależy od tego, czego szukamy: serpentyn – Stelvio, surowości – Gavia, dolomickich panoram – Giau, skalnych ścian – Sella, Marmolady – Fedaia.

Najlepsza przełęcz nie musi być zresztą najwyższa. Wysokość łatwo przyciąga uwagę – 2758 metrów brzmi bardziej imponująco niż 2000 – ale krajobraz nie działa jak tabela wyników. Passo Rolle może zrobić większe wrażenie niż znacznie wyższa droga, podobnie Giau. Znaczenie ma ustawienie gór, światło, pora roku, widoczność i to, czy jedziemy przez miejsce w pośpiechu, czy naprawdę dajemy sobie czas, żeby je zobaczyć.

Serpentyny pokazują, jak człowiek wpisał drogę w góry

W wysokich Alpach droga często nie może po prostu prowadzić prosto – musiałaby być zbyt stroma. Dlatego zaczyna wspinać się zakosami: w prawo, nawrót, w lewo, kolejny nawrót, i tak kilkanaście albo kilkadziesiąt razy. Z perspektywy kierowcy jest to konieczność, z perspektywy fotografa – jeden z najbardziej charakterystycznych elementów alpejskiego krajobrazu. Stelvio doprowadziło tę zasadę niemal do perfekcji.

Kierowca samochodu skupia się na zakrętach, motocyklista znacznie mocniej odczuwa drogę i pogodę, a rowerzysta przeżywa każdy procent nachylenia. Ta sama przełęcz może więc być zupełnie innym miejscem zależnie od sposobu podróży. Dlatego za kierownicą szczególnie ważny jest szacunek dla pozostałych użytkowników – na alpejskiej drodze bardzo często jednocześnie spotykają się samochody, motocykle, kampery i rowery, a każdy porusza się z inną prędkością.

Nie warto się spieszyć

To podstawowa zasada jazdy po alpejskich przełęczach. Nawigacja może pokazywać 45 kilometrów – na zwykłej drodze to niewiele, w górach może oznaczać długą podróż: serpentyny, wolniejsze pojazdy, rowerzyści, postoje, zdjęcia, kawa. Dlatego 50 kilometrów alpejskiej drogi nie powinno być planowane jak 50 kilometrów autostrady – jeśli aplikacja pokazuje godzinę jazdy, dobrze mieć więcej czasu.

Łatwo przyjąć, że celem jest tablica z nazwą przełęczy. Tymczasem najlepszy widok może znajdować się pięć kilometrów wcześniej albo kilometr później – na zakręcie, przy małym parkingu, obok łąki. Właśnie dlatego warto patrzeć na krajobraz również podczas dojazdu, oczywiście robiąc zdjęcia dopiero po bezpiecznym zatrzymaniu.

Wschód i zachód słońca zmieniają drogę

Dolomity szczególnie dobrze pokazują, jak ogromne znaczenie ma światło. Droga przejechana w środku dnia może być piękna – ta sama droga wieczorem, gdy skalne ściany zaczynają przyjmować pomarańczowe i różowe odcienie, wygląda jak inne miejsce. Poranek ma jeszcze jedną zaletę: mniej samochodów, mniej motocykli, większą szansę na spokojny postój w najpopularniejszych miejscach.

Jesień może być jednym z najlepszych momentów: złote lasy, chłodniejsze powietrze, pierwszy śnieg na szczytach i mniejszy ruch niż w środku wakacji. Jest jednak jeden problem – im późniejsza pora roku, tym większe znaczenie zaczyna mieć pogoda, a wysokie drogi mogą znaleźć się w warunkach zimowych znacznie wcześniej niż miejscowości w dolinach.

Wysokie przełęcze nie są dostępne przez cały rok

To najważniejsza praktyczna zasada. Nie należy zakładać, że skoro droga istnieje na mapie, będzie przejezdna. Stelvio jest drogą sezonową – oficjalne źródła turystyczne opisują jej dostępność zasadniczo od późnej wiosny do jesieni, ale dokładne daty zależą od śniegu i bieżących warunków. Podobny problem dotyczy innych wysokich przełęczy. Dlatego przed każdym przejazdem trzeba sprawdzić aktualny status drogi – nie tydzień wcześniej, najlepiej tego samego dnia.

Pogoda w dolinie niewiele mówi zresztą o przełęczy. W Bormio może być kilkanaście stopni, a na Stelvio warunki mogą przypominać zimę. W Cortinie może świecić słońce, a na wyżej położonej przełęczy może być mgła i silny wiatr. Różnica wysokości zmienia temperaturę, ukształtowanie gór zmienia wiatr, a chmury mogą zatrzymywać się dokładnie na wysokości naszego celu. Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić prognozę właśnie dla przełęczy, a nie wyłącznie dla miejscowości w dolinie.

Mgła może zresztą odebrać drodze cały sens. Technicznie nadal możemy przejechać, ale jeżeli celem jest panorama, niewiele z niej zobaczymy, a jazda krętą drogą w gęstej mgle jest również znacznie bardziej wymagająca. Jeżeli mamy możliwość przełożyć wyjazd na kilka godzin lub kolejny dzień, często warto to zrobić – alpejski road trip jest podróżą dla widoków, nie dla zaliczenia tablicy z nazwą przełęczy.

Dwie albo trzy przełęcze dziennie często wystarczą

Na mapie łatwo stworzyć ambitny plan: sześć przełęczy, 250 kilometrów, kilka dolin. Teoretycznie możliwe, ale większą część dnia spędzimy wtedy za kierownicą. Znacznie lepiej wybrać dwie lub trzy drogi, zatrzymać się, wypić kawę, zrobić krótki spacer, zjeść obiad. Dzięki temu zaczynamy naprawdę poznawać miejsca, przez które przejeżdżamy.

Road trip nie powinien oznaczać patrzenia na Alpy wyłącznie przez szybę. Wiele przełęczy jest początkiem łatwych spacerów: naGiau można odejść kawałek od parkingu, na Falzarego wjechać na Lagazuoi, z Pordoi kolejką dotrzeć na Sass Pordoi, na Fedaiaprzejść fragmentem wzdłuż jeziora. Czasami półgodzinny spacer wystarcza, żeby zobaczyć drogę i góry z zupełnie innej perspektywy.

Czy jazda po serpentynach jest trudna?

Nie musi być, wymaga jednak spokoju. Najważniejsza jest kontrola prędkości, przewidywanie ruchu i uważanie na rowerzystów i motocykle – na bardzo ciasnych nawrotach większy samochód może potrzebować więcej miejsca. Podczas długich zjazdów warto również korzystać z hamowania silnikiem, aby nie obciążać bez przerwy układu hamulcowego. Alpejska droga nie jest miejscem na sprawdzanie możliwości samochodu – najlepsze tempo to takie, przy którym kierowca ma jeszcze czas patrzeć na drogę, a pasażerowie mogą patrzeć na góry.

Wiele przełęczy jest dostępnych również większymi pojazdami, ale nie oznacza to, że każdy kamper będzie się tam prowadził równie wygodnie – znaczenie ma długość samochodu, szerokość, promień skrętu i aktualne ograniczenia drogowe. Na węższych odcinkach spotkanie dwóch dużych pojazdów może wymagać cierpliwości. Dlatego przed wyjazdem dużym kamperem warto sprawdzić konkretną drogę, a nie tylko sam fakt, że prowadzi tam asfalt.

W górach stacje paliw nie znajdują się co kilka kilometrów, podobnie jak ładowarki. Jeżeli planujemy całodzienną pętlę, warto rozpocząć ją z odpowiednim zapasem paliwa lub energii, szczególnie że przejazd może potrwać znacznie dłużej, niż sugeruje dystans. To prosty szczegół, ale właśnie takie drobiazgi decydują, czy road trip jest przyjemnością, czy logistycznym problemem.

Czy najbardziej znane przełęcze są zbyt zatłoczone?

W środku letniego dnia potrafią być. Stelvio przyciąga kierowców, motocyklistów i rowerzystów, a dolomickie przełęcze wokół grupy Sella również należą do bardzo popularnych. Val Gardena wręcz zachęca latem do korzystania z autobusów, rowerów i kolejek podczas odwiedzania Passo Sella i Passo Gardena, aby ograniczać natężenie ruchu. Najprostszym rozwiązaniem jest czas: wyruszyć wcześniej, unikać środka weekendowego dnia, nie próbować odwiedzać najbardziej znanych punktów dokładnie wtedy, kiedy chce to zrobić większość turystów.

Narciarz zna zresztą te drogi zupełnie inaczej. Zimą część przełęczy – Passo Sella, Pordoi, Gardena, Falzarego, San Pellegrino – staje się fragmentem świata narciarskiego: jedziemy nimi do ośrodków albo patrzymy na nie z wyciągu. Latem nagle odkrywamy, co znajduje się pod śniegiem: zielone hale, kamienie, ścieżki, strumienie i drogę wijącą się tam, gdzie zimą widzieliśmy przede wszystkim biały krajobraz. Dlatego przejazd przez Dolomity latem jest ciekawy nawet dla osoby, która była tam już wiele razy na nartach.

Najlepszy road trip nie jest wyścigiem od przełęczy do przełęczy

Można zebrać dziesięć przełęczy w trzy dni, zrobić setki zdjęć, prowadzić statystykę wysokości. Ale najciekawsze wspomnienie może pochodzić z zupełnie innego momentu: kawa wypita na Passo Giau, półgodzinny spacer pod Marmoladą, pusty poranek na Rolle, zachód słońca gdzieś pomiędzy Sella i Gardena. Droga w Alpach ma tę przewagę nad autostradą, że zachęca do zatrzymywania się – warto z tego korzystać.

Samochód daje dostęp do niezwykłych miejsc, ale ostatecznie jest tylko środkiem transportu. Dojeżdżamy wysoko, otwieramy drzwi i nagle słyszymy wiatr. Widzimy drogę, którą właśnie pokonaliśmy – daleko w dole pozostaje dolina, przed nami wznoszą się skały. Właśnie wtedy okazuje się, dlaczego warto było pokonać wszystkie serpentyny – nie po to, żeby powiedzieć „przejechałem Stelvio”, tylko po to, żeby przez chwilę znaleźć się w miejscu, do którego prowadzi jedna z najbardziej niezwykłych dróg w Europie. I dlatego przynajmniej jedną alpejską przełęcz naprawdę warto przejechać choć raz.

FAQ – drogi i przełęcze we włoskich Alpach

1. Która przełęcz we włoskich Alpach jest najbardziej spektakularna?

Trudno wskazać jedną. Passo dello Stelvio jest wyjątkowe ze względu na wysokość i słynne serpentyny, Passo Giau oferuje jedne z najbardziej charakterystycznych panoram Dolomitów, a drogi przez Passo Gardena, Sella i Pordoi prowadzą przez sam środek dolomickiego krajobrazu. Jeśli celem jest klasyczny alpejski road trip, warto zobaczyć zarówno Stelvio, jak i przynajmniej kilka przełęczy Dolomitów.

2. Czy alpejskie przełęcze są otwarte przez cały rok?

Nie. Najwyższe drogi mogą być zamykane na zimę ze względu na opady śniegu i warunki drogowe. Dotyczy to między innymi Passo dello Stelvio, którego terminy otwarcia zależą od sytuacji śniegowej. Przed wyjazdem trzeba zawsze sprawdzić aktualny stan konkretnej drogi, ponieważ data jej otwarcia może zmieniać się z roku na rok.

3. Czy jazda samochodem po alpejskich serpentynach jest trudna?

Dla kierowcy mającego podstawowe doświadczenie zwykle nie jest problemem, ale wymaga spokojnego tempa i koncentracji. Trzeba uważać na ciasne nawroty, rowerzystów, motocykle, kampery i pojazdy nadjeżdżające z przeciwka. Podczas długich zjazdów warto korzystać z hamowania silnikiem i unikać ciągłego mocnego używania hamulca.

4. Kiedy najlepiej wybrać się samochodem na alpejskie przełęcze?

Najbardziej przewidywalnym okresem dla wysokich dróg jest lato oraz początek jesieni, ale dokładne warunki zależą od wysokości i pogody. Jeśli zależy nam na spokojniejszej podróży, warto ruszyć wcześnie rano. Jesień oferuje piękne kolory i mniejszy ruch, jednak rośnie wtedy ryzyko pierwszych opadów śniegu na dużej wysokości.

5. Ile przełęczy warto zaplanować w ciągu jednego dnia?

Najczęściej dwie lub trzy w zupełności wystarczą. Dzięki temu zostaje czas na postoje, zdjęcia, krótki spacer i obiad. Odległości w Alpach są mylące – kilkadziesiąt kilometrów po serpentynach może zająć znacznie więcej czasu niż podobny dystans w dolinie. Najlepszy road trip to taki, podczas którego sama droga jest częścią podróży, a nie przeszkodą pomiędzy kolejnymi punktami.